wtorek, 19 marca 2013

Zycie kontenerowe

Jak juz wspominlam mieszkam w olbrzymim obozie ONZ w Dzubie. Wszyscy mamy kontentery. Moga byc jedno albo wieloosobowe, w zaleznosci od tego ile czasu tutja ktos juz pracuje.
Wiele osob pyta mnie jak wyglada taki camp, a wiec.....
Caly oboz polozony jest obok lotniska. Znajduje sie tutaj baza logistyczna naszej misji zwanej UNMISS ( United Nations Mission in South Sudan). Wszytko co nasza misja dostaje pochodzi z poza Sudanu.
Mieszka i pracuje tutaj okolo 1000osob.
Zycie i praca toczy sie w kontenerach:)co jest bardzo ciekawym doswiadczeniem.
Mamy tutaj 2 restauracje, kenijski bank, szpital oraz przychodnie, sklep, silownie, biblioteke, fitness, bar, gdzie mozna potanczyc.
W tym samym obozie swoje siedziby maja tez kontyngenty wojskowe: Japonia, Indie, Bangladesz, Ruanda.
W ciagu dnia przy niemilosiernie palacym sloncu to wlasnie japonczycy robia sobie treningi biegowe, czyli w kurzu i sloncu bija rekordy biegowe. Ja sama nie daje rady jak tylko na nich patrze, przemykajac samochodem z klimatyzacja bez ktorej tutaj nie da rady.
Ponizej kika moich zdjec z kontenera :) szczegolnie dla tych co sie dopominali o zdjecia na scianie:)


poniedziałek, 4 marca 2013

Wizyta w katolickim kosciele swietego Jozefa

Tydzien temu  przejezdzalam obok katolickiego kosciola i tabuny ludzi, ktore tam zobaczylam zmotywowaly mnie do tego, zeby dzis wybrac sie tam na msze:)
I tak moja nowa kolezanka z Niemiec Antony, Jean z Filipin i ja ONZ- towskim samochodem pojechalysmy na msze.
Miejsc parkingowych brak przy samym kosciele, cale masy do kosciola tutaj sciagaja. Az milo popatrzec- wszyscy pieknie wystrojeni.
Malym szczegolem jest to ze czesc ludzi przynosi na msze swoje wlasne plastikowe krzeselka, ktore niosa na glowie, zeby pozniej w kosciele sobie przysiasc:)
Krzesla sa wszedzie w kosciele, na zewnatrz i prawie na ulicy.
Nam jakims cudownym sposobem udalo sie znalezc miejsce w samym kosciele.
Lawki takie same jak w polskich kosciolach mieszcza 4 dorosle osoby, tutaj jednak oblozenie jest az 8 osob, wiec scisk totalny.
Wcisnelam sie wiec miedzy moich czarnych braci i spokojnie czekalam na rozpoczecie mszy. Jedak zaraz obok pojawil sie mlodszy kolega, na ktorego spojrzalam i w tym momencie on zaczal sie wsiskac do naszej juz oblozonej lawki. Po chwili zrozumialam ze chyba tym spojrzeniem dalam mu pozwolenie zeby dolaczyl do naszej lawki.
No i zaczelo sie.
Msza w jezyku angielskim, ale to co zarejestrowaly moje uszy przeszlo moje najsmielsze oczekiwania:)
Przepiekne glosy, dzwiek instrumentow- bebny, grzechotki, itd. i ta radosc w spiewie, ktora sie slyszy caly czas.
To bylo naprawde wspaniale i ciesze sie, ze udalo mi sie w tym uczestniczyc.
Oczywiscie w kosciele nie ma zadnej klimatyzacji i ta masa ludzi tez nie pomaga, ale powiem Wam jedno - Sudanczycy naprawde potrafia sie pieknie modlic.
Po mszy mialam male spotkanie z organista i juz umowilam sie na probe zespolu, bo moim malym marzeniem jets nauka gry na bebnach:)
a wiec do dziela ........