Wiaze sie to oczywiscie z podroza lotami ONZ w regiony i adekwatym do tego pozwoleniem.
Jednak z pomoca przyszedl mi tu kolega z dzialu zarzadzania stresem ( dla tych co sie wlasnie dziwia tak w ONZ istnieje taki dzial:) Generalnie pomaga ludziom po traumatycznych przejsciach tutaj (napady, gwalty, rozboje, rozlaka z domem) oraz zajmuje sie organizacja wiekszosci imprez w obozach UNMISS, czy to sportowych, czy okolicznosciowych.
A wiec kolega organizowal wlasnie olimpiade w Bentiu (miasteczko polozone na polnocy Sudanu Poludniowego, blisko granicy z Sudanem) i byl to wystarczjacy powod, zeby sie tam wybrac.
Olimpiada miala 3 konkurencje: pilka nozna, siatkowka oraz freesbee:)
Nie jestem fanka ani noznej, ani siatkowki wiec syzbko wybralam 3 konkurencje i zapisalam sie to druzyny europejskiej.
Wystarczajacy powod do wyjazdu byl i udalo sie, wiec szczeliwa i podekscytowana juz niedlugo siedzialam w samolocie ONZ do Malakal, a potem w helikopterze do Bentiu.
Zobaczcie kilka zdjec z oblokow.
Po wyladowaniu w nieco pustynnym Bentiu, pojechalismy do obozu, duzo mniejszego od Dzuby ( mieszka tam okolo 70 osob, ale i tu niespodzianka znalazlam Polaka :) Marek pracuje dla UNPOL czyli policji ONZ- pozdrawiam Marku. W obozie stacjonuje batalion mongolski i tu bylo ogromne zaskoczenie dla mnie, kiedy zobaczylam na srodku obozy prawdziwa mongolska jurte.
Batalion na w swoim skladzie samych uzdolnionych zolnierzy, o czym moglam sie juz przekonac wieczorem na wystpie zoorganizowanym wlasnie przez nich,. Byly tance, spiewy, kabaret, mongolski rap, sztuki walki, czyli czym Mongolia slynie, a i jeszcze mongolskie smakolyki. Chyle czola mongolskiej armii :)