czwartek, 16 maja 2013

Nie sama Juba czlowiek zyje....

Jako,ze zycie w Jubie juz mniej wiecej poznalam to postanowilam poznac inne regiony tego pieknego kraju.
Wiaze sie to oczywiscie z podroza lotami ONZ w regiony i adekwatym do tego pozwoleniem.
Jednak z pomoca przyszedl mi tu kolega z dzialu zarzadzania stresem ( dla tych co sie wlasnie dziwia tak w ONZ istnieje taki dzial:) Generalnie pomaga ludziom po traumatycznych przejsciach tutaj (napady, gwalty, rozboje, rozlaka z domem) oraz zajmuje sie organizacja wiekszosci imprez w obozach UNMISS, czy to sportowych, czy okolicznosciowych.
A wiec kolega organizowal wlasnie olimpiade w Bentiu (miasteczko polozone na polnocy Sudanu Poludniowego, blisko granicy z Sudanem) i byl to wystarczjacy powod, zeby sie tam wybrac.
Olimpiada miala 3 konkurencje: pilka nozna, siatkowka oraz freesbee:)
Nie jestem fanka ani noznej, ani siatkowki wiec syzbko wybralam 3 konkurencje i zapisalam sie to druzyny europejskiej. 
Wystarczajacy powod do wyjazdu byl i udalo sie, wiec szczeliwa i podekscytowana juz niedlugo siedzialam w samolocie ONZ do Malakal, a potem w helikopterze do Bentiu.
Zobaczcie kilka zdjec z oblokow.




Po wyladowaniu w nieco pustynnym Bentiu, pojechalismy do obozu, duzo mniejszego od Dzuby ( mieszka tam okolo 70 osob, ale i tu niespodzianka znalazlam Polaka :) Marek pracuje dla UNPOL czyli policji ONZ- pozdrawiam Marku. W obozie stacjonuje batalion mongolski i tu bylo ogromne zaskoczenie dla mnie, kiedy zobaczylam na srodku obozy prawdziwa mongolska jurte.
Batalion na w swoim skladzie samych uzdolnionych zolnierzy, o czym moglam sie juz przekonac wieczorem na wystpie zoorganizowanym wlasnie przez nich,. Byly tance, spiewy, kabaret, mongolski rap, sztuki walki, czyli czym Mongolia slynie, a i jeszcze mongolskie smakolyki. Chyle czola mongolskiej armii :)








sobota, 13 kwietnia 2013

R&R czyli wakacje co 2 miesiace:)

Praca w Dzubie ma jedna ogromna zalete:) mozliwosc wakacji po 8 tygodniach pracy.
ONZ daje 7 dni wakacji, warunek jest jeden- trzeba wyjechac z Sudanu- pamietajac o tym szybko zaplanowalam moje wakacje w Ugandzie ( ONZ daje darmowy przelot z Dzuby do Entebbe w Ugandzie).
Teraz wlasnie ciesze sie sloncem w nieco deszczowym Jinja- miejscowosc polozona 2.5h jazdy autobusem z Kampali (stolicy Ugandy). W Jinja wlasnie bierze swoj poczatek Nil, wyplywa z jez. Wiktorii. Sama miejscowosc jest bardzo urokliwa, a miejsce, gdzie zamieszkalam na kilka dni jeszcze bardziej urokliwe.
Mieszkam w namiocie o podwyzszonym standardzie, czyli mam wlasne lozko, stolik, fotel, elektrycznosc :)
I to co najwazniejsze tutaj- widok na Nil - przepiekny, ogromny.
Wczorajszy dzien spedzilam na raftingu na Nilu, to bylo przezycie, nasz ponton mieszczacy 8 osob, a naprzeciwko nas caly Nil.
Rafting tutaj zaliczany jest do najlepszych na swiecie, a widzac te fale i predkosc z jaka przemieszcza sie woda od razu uwierzylam.
Mimo szkolenia  i naszego dobrego przewodnika nie udalo nam sie utrzymac na pontonie dlugo, juz na drugim zjezdzie ponton wywrocil sie a my razem z nim, bylo wesolo i z przygodami.
Na koniec cali mokrzy i zmeczeni wioslowaniem wyladowalismy na grillu- po takiej wyprawie nalezalo sie.
Dzis, jak na prawdziwe wakacje przystalo pozwolilam sobie na masaz w moim namiocie.
Warto bylo choc Pani masazystka potrzebuje jeszcze doszkolenia malego:)
ale to Afryka a nie Azja -wiec wybaczam :)
Pozdrowienia z Ugandy.



wtorek, 19 marca 2013

Zycie kontenerowe

Jak juz wspominlam mieszkam w olbrzymim obozie ONZ w Dzubie. Wszyscy mamy kontentery. Moga byc jedno albo wieloosobowe, w zaleznosci od tego ile czasu tutja ktos juz pracuje.
Wiele osob pyta mnie jak wyglada taki camp, a wiec.....
Caly oboz polozony jest obok lotniska. Znajduje sie tutaj baza logistyczna naszej misji zwanej UNMISS ( United Nations Mission in South Sudan). Wszytko co nasza misja dostaje pochodzi z poza Sudanu.
Mieszka i pracuje tutaj okolo 1000osob.
Zycie i praca toczy sie w kontenerach:)co jest bardzo ciekawym doswiadczeniem.
Mamy tutaj 2 restauracje, kenijski bank, szpital oraz przychodnie, sklep, silownie, biblioteke, fitness, bar, gdzie mozna potanczyc.
W tym samym obozie swoje siedziby maja tez kontyngenty wojskowe: Japonia, Indie, Bangladesz, Ruanda.
W ciagu dnia przy niemilosiernie palacym sloncu to wlasnie japonczycy robia sobie treningi biegowe, czyli w kurzu i sloncu bija rekordy biegowe. Ja sama nie daje rady jak tylko na nich patrze, przemykajac samochodem z klimatyzacja bez ktorej tutaj nie da rady.
Ponizej kika moich zdjec z kontenera :) szczegolnie dla tych co sie dopominali o zdjecia na scianie:)


poniedziałek, 4 marca 2013

Wizyta w katolickim kosciele swietego Jozefa

Tydzien temu  przejezdzalam obok katolickiego kosciola i tabuny ludzi, ktore tam zobaczylam zmotywowaly mnie do tego, zeby dzis wybrac sie tam na msze:)
I tak moja nowa kolezanka z Niemiec Antony, Jean z Filipin i ja ONZ- towskim samochodem pojechalysmy na msze.
Miejsc parkingowych brak przy samym kosciele, cale masy do kosciola tutaj sciagaja. Az milo popatrzec- wszyscy pieknie wystrojeni.
Malym szczegolem jest to ze czesc ludzi przynosi na msze swoje wlasne plastikowe krzeselka, ktore niosa na glowie, zeby pozniej w kosciele sobie przysiasc:)
Krzesla sa wszedzie w kosciele, na zewnatrz i prawie na ulicy.
Nam jakims cudownym sposobem udalo sie znalezc miejsce w samym kosciele.
Lawki takie same jak w polskich kosciolach mieszcza 4 dorosle osoby, tutaj jednak oblozenie jest az 8 osob, wiec scisk totalny.
Wcisnelam sie wiec miedzy moich czarnych braci i spokojnie czekalam na rozpoczecie mszy. Jedak zaraz obok pojawil sie mlodszy kolega, na ktorego spojrzalam i w tym momencie on zaczal sie wsiskac do naszej juz oblozonej lawki. Po chwili zrozumialam ze chyba tym spojrzeniem dalam mu pozwolenie zeby dolaczyl do naszej lawki.
No i zaczelo sie.
Msza w jezyku angielskim, ale to co zarejestrowaly moje uszy przeszlo moje najsmielsze oczekiwania:)
Przepiekne glosy, dzwiek instrumentow- bebny, grzechotki, itd. i ta radosc w spiewie, ktora sie slyszy caly czas.
To bylo naprawde wspaniale i ciesze sie, ze udalo mi sie w tym uczestniczyc.
Oczywiscie w kosciele nie ma zadnej klimatyzacji i ta masa ludzi tez nie pomaga, ale powiem Wam jedno - Sudanczycy naprawde potrafia sie pieknie modlic.
Po mszy mialam male spotkanie z organista i juz umowilam sie na probe zespolu, bo moim malym marzeniem jets nauka gry na bebnach:)
a wiec do dziela ........

poniedziałek, 25 lutego 2013

Juba zaskakuje

Przed przyjazdem tutaj nie spodziewalam sie, ze nowo postala stolica Sudanu Poludniowego bedzie oferowala tyle mozliwosci.
Moje wyobrazenie o stolicy bylo naprawde marne, a tu takie zaskoczenie nowe budynki, szkoly, szpital, sklepy.
Niestety jest tu dosc drogo jako, ze wieszkosc towarow importowana jest z sasiadujacych krajow.
Ale dzieje sie naprawde duzo. Jesli tylko sa checi i czas to mozna np: cwiczyc joge, chodzic na lekcje salsy, uczyc sie nowych jezykow itd.
Miasto choc samo w sobie nie za duze, oferuje kilka aktywnosci.
Ostatni weekend spedzilam na  wspinaczce na gore Jebel, najwyzsza w okolicy z tego co mi wiadomo, a pozniej chlodzilam sie w basenie.
Temperatury codziennie przekraczaja tu 40 stopni wiec jest naprawde cielpo, zwlaszcza ze dla mnie roznica pomiedzy temperatura w Polsce a tutaj to ponad 50 stopni.
Powoli poznaje miasto, zwidzam lokalne markety, ktore sa bardzo interesujace. Roznorodnosc zapachow, smakow, ludzi, barw, dzwiekow jest olbrzymia.
Jedno wiem juz napewno. Wole barwne lokalne sklepiki niz duze supermarkety na styl europejski.
Na takim malym straganie to i potargowac sie mozna i wymienic kilka pozdrowiem albo usmiechow z lokalnymi :)
Jest zawsze wesolo, a do tego jeszcze ta afrykanska muzyka.
Ponizej kilka zdjec z okolic Juby.








niedziela, 17 lutego 2013

i tak wyladowalam na czarnym ladzie....

Tak tak wkoncu zaczynam pisanie tego bloga.
Obiecalam sobie i znajomym, ze bede pisac.
A wiec 2 slowa o tym co mozecie tu znalezc. 2 tygodnie temu pojawilam sie na czarnym ladzie, gdzie bede sie spelniac jako UNV czyli po polsku wolontariusz ONZ. Ta olbrzymia organizacja ma taki program dla wolontariuszy na calym swiecie. Wlasnie ja dolaczylam do tego zacnego szeregu decydujac sie na przyjazd na okres 5 miesiecy do Dzuby stolicy Sudanu Poludniowego.
Po namysle zdecydowalam ze jade i tak oto pisze z obozu ONZ z mojego prywatnego kontenera, ktory obecnie dziele z moja nowa kolezanka z Haiti (Marii).
Chce przez te 5 miesiecy dzielic sie z Wami moimi przygodami, spostrzezeniami i biezacymi informacjami z tego wspanialego kraju.


pozdrawiam z Dzuby.